Kiedy przeciętny człowiek staje się oprawcą. Przejmujący reportaż historyczny o Victorze Capesiusie, uprzejmym przedstawicielu farmaceutycznym, który po wcieleniu do SS z czasem stał się głównym aptekarzem w Auschwitz. Opowieść o człowieku, który z obojętnością przeprowadzał selekcje nowo przybyłych więźniów, odmawiał wydawania chorym potrzebnych im leków i rozdzielał cyklon B używany w komorach gazowych - gromadząc przy tym fortunę ze zrabowanych kosztowności i wyrwanych złotych zębów. Po wojnie konsekwentnie wypierał się swoich zbrodni, próbował manipulować świadkami w czasie procesów i śmiał się w twarz ofiarom. W więzieniu spędził jedynie niewielką część zasądzonego wyroku i dożył spokojnej starości otoczony szacunkiem sąsiadów.Farmaceuta z Auschwitz to opowieść o tym, jak w szczególnych okolicznościach zwykły człowiek może się zamienić w potwora. Opierając się na zebranych dokumentach i relacjach świadków, autorka osadza historię Capesiusa w znacznie szerszym kontekście. Odsłania bliską współpracę koncernów chemicznych z hitlerowcami oraz kulisy powojennych, często nieudanych, rozliczeń zbrodni nazistowskich.
Idą po Polskę przedstawia antypolską, antynarodową politykę kolejnych ekip sprawujących władzę w Polsce. Korupcja, arogancja, bezmyślność i uleganie wpływom państw obcych to charakterystyczne wyróżniki kolejnych rządów.
UKD:
94(=411.16)"19" 94(100)"1939/1945":341.322.5
DOSTĘPNOŚĆ:
Dostępny jest 1 egzemplarz. Pozycję można wypożyczyć na 30 dni
Opowieść o krainie niosącej ze sobą radość i smutek, wielkie sukcesy i porażki, o ziemi rodzącej gigantów i karłów zarazem. Tym razem autor przenosi nas na rubieże ukrainne w dramatyczny i krwawy czas wojny. Uzupełnia tym samym naszą wiedzę o zapomniane fakty.
UKD:
94(438).08
UWAGI:
Wybrana bibliografia na stronach 219-[220].
DOSTĘPNOŚĆ:
Dostępny jest 1 egzemplarz. Pozycję można wypożyczyć na 30 dni
Sochy na Zamojszczyźnie, 1 czerwca 1943 roku. Niemcy wystrzelali mieszkańców, spalili zabudowania: potem nadleciały samoloty... W ciągu paru godzin wieś przestała istnieć. Pośród zgliszczy pozostał jeden dom: ocaleli nieliczni dorośli i garstka oniemiałych z przerażenia dzieci. Wśród nich dziewięcioletnia Terenia Ferenc, matka Anny Janko. "Tragiczna historia rodziny była drugim dnem mojego dzieciństwa. Moja mama jako dziewczynka patrzyła na śmierć swoich rodziców, na rozpad całego swojego świata; jej życie rozpoczęło się więc od apokalipsy... Obrazy pożarów, zabijania, sieroctwa, tułaczki małych dzieci przeniknęły i do mojego życia i były jak stronice szczególnego albumu rodzinnego, który się ogląda za ściśniętym gardłem". Anna Janko
UKD:
94(438).082A/Z 94(100)"1939/1945":341.322.5
UWAGI:
Bibliogr. s. 258-[259].
DOSTĘPNOŚĆ:
Dostępny jest 1 egzemplarz. Pozycję można wypożyczyć na 30 dni
Biblioteka w Warce
Mężczyźni z różowym trójkątem : świadectwo homoseksualnego więźnia obozu koncentracyjnego z lat 1939-1945 Tyt. oryg.: "Die männer mit dem rosa Winkel, ".
AUTOR:
Heger, Heinz.
POZ/ODP:
Heinz Heger ; z niemieckiego przełożyła Alicja Rosenau.
Mężczyźni z różowym trójkątem W powojennym społeczeństwie prześladowania homoseksualistów z czasów nazizmu zostają uznane za legalne i podtrzymane. Ofiary, które przeżyły wojnę, nie dostają żadnego wsparcia ani od państwa, ani od społeczeństwa. Również muzea, miejsca pamięci oraz badania historyczne przez długie lata pomijają losy "mężczyzn z różowym trójkątem". Milczenie wymuszone przez społeczeństwo lat powojennych stało się udziałem niemal wszystkich ocalonych homoseksualistów. Zostali oni pozostawieni sami sobie i umierali sami ze swoimi wspomnieniami. Dlatego też historia Josefa Kohouta, wydana pod pseudonimem Heinz Heger, zastępuje tu wiele innych, których nigdy nie poznamy. [dr Klaus Müller]
Cóż ja takiego zrobiłem, bym miał tak ciężko za to pokutować? Czy byłem zbczeńcem albo zagrożeniem dla narodu? Pokochałem przyjaciela, mężczyznę - i nie był to młodociany, tylko 24-letni, dorosły człowiek! Nie widziałem w tym niczego strasznego czy niemoralnego. Co to za świat i co to za ludzie, którzy decydują za dorosłego człowieka, kogo i jak wolno mu kochać? [Heinz Heger]
Krzesimir Dębski, znany kompozytor, przez całe życie żył w cieniu rzezi wołyńskiej. Jego rodzice cudem uratowali się z pogromu, jaki urządzili Ukraińcy z UPA we wsi Kisielin i okolicach, gdzie zginęło okrutną śmiercią kilkudziesięciu Polaków. Relacje świadków tej rzezi, w tym rodziców Krzesimira Dębskiego, są wstrząsającym świadectwem ludobójstwa.Od wydawcy:Był 11 lipca 1943 r., Krwawa Niedziela na Wołyniu. W tym dniu nacjonaliści z Ukraińskiej Powstańczej Armii wtargnęli do domów i kościołów w wołyńskich miastach i wsiach, by pozbijać Polaków zebranych na sumach. Napadli też na kościół w Kisielinie, gdzie na mszę poszli moi rodzice. Ta niedziela była dniem rozpoczynającym masakrę. Wcześniej zdarzały się mordy, ale od tej niedzieli zaczęła się rzeź. Urodziłem się dziesięć lat później, jednak kolejne godziny 11 lipca 1043 r. znam z relacji rodziców, jakbym sam je przeżył. Mama z ojcem uciekli z pofromu. Ukraińcy jednak porwali i zabili mojego dziadka i babcię. Po latach poszukiwań spotkałem ich mordercę.
Wojciech Tochman powraca z nową reporterską opowieściąŚwiat po ludobójstwie. Kambodża po Pol Pocie. Przez lata dręczyli i mordowali, swoi swoich, Khmerzy Khmerów. Ci, którym udało się przeżyć, zostali bez domów, bez bliskich, z traumą, chorobą, obłędem. Bywa, że ich niewola trwa od dziesięcioleci. Samotność, ciemność i pustka. Udaje się dotrzeć tylko do nielicznych i rozpocząć leczenie. Dokoła widać bogactwo, które karmi się biedą i strachem. Nieopodal stoją świątynie Angkoru, odwiedzane przez miliony turystów z całego świata.Wojciech Tochman, z chłodną precyzją i ujmującą wrażliwością, opowiada o ludziach, których odwaga została na zawsze złamana. O bólu, którego nie dało się ukoić. O lęku, który nie odszedł i wciąż sprzyja przemocy. O nieufności, która zabija wspólnotę. Także o bezradności wobec uczuć i wobec choroby.W książce Tochmana dzisiejsza Kambodża to lustro, w którym odbija się cały świat."Na domowe więzienie skazani przez własne rodziny są ci chorzy, którzy kogoś zaatakowali, stale coś niszczyli, kradli sąsiadom. Strach przed agresją to powód uwięzienia. Niejedyny. Bo jest i drugi. Chodzi o kobiety. Niekoniecznie te groźne. Rodziny boją się, że chorej nie upilnują: odejdzie zbyt daleko od domu, zostanie zgwałcona. To raczej pewne - tak twierdzą i lekarka, i psycholog, i bliscy chorych. Bywa, że gwałt nie wydaje się rodzinom tak straszny, jak to, co z gwałtu może wynikać. Dziecko, mówią, wydane na świat przez zgwałconą obłąkaną, będzie rosło z piętnem. Więc, by naznaczonego dziecka uniknąć, lepiej chorą zatrzasnąć w klatce, skuć łańcuchem, zamknąć w chlewie".
UKD:
821.162.1-92 94(596) 341.485 323.282 "19"
DOSTĘPNOŚĆ:
Dostępny jest 1 egzemplarz. Pozycję można wypożyczyć na 30 dni